środa, 14 czerwca 2017

Prezenty z Meet Beauty - pielęgnacyjna rozkosz!

Meet Beauty Conferance było zdecydowanie najlepszym wydarzeniem tej wiosny! Chyba każda z nas z niecierpliwością wyczekiwała na zaproszenie… My w tym roku wspólnie po raz pierwszy miałyśmy okazję uczestniczyć w tym cudownym przedsięwzięciu. Za nami niezapomniane warsztaty Golden Rose, Eylure, Gosh i NeoNail, stoiska najbardziej znanych firm kosmetycznych i fryzjerskich, a przede wszystkim – wspaniały klimat! Do dziś jesteśmy podekscytowane faktem, że mogłyśmy Was poznać, porozmawiać, nauczyć się czegoś nowego i… rozpocząć akcję testowania!

Dopiero niedawno udało nam się rozpakować wszystkie torby i choć raz wypróbować nowe kosmetyki, tak żeby napisać Wam ich mini recenzje.
Poniżej prezentacja perełek, które przywiozłyśmy z Meet Beauty. Na pierwszy ogień idą kosmetyki do pielęgnacji. Jeśli jesteście ciekawe czy warto po nie sięgnąć, gdy ujrzycie je na drogeryjnej półce – zapraszamy! :)



1. Palmer’s – zdecydowani ulubieńcy! W zestawie cudowny balsam kokosowy, który pachnie nieziemsko, maska do włosów i pomadka do pielęgnacji ust. Kremowy balsam sprawdza się świetnie, szybko się wchłania, pozostawia skórę nawilżoną i cudownie pachnącą. To dla mnie kosmetyk numer jeden wśród wszystkich prezentów z Meet Beauty. Pomadka jest świetna do zadbania o usta przed wykonaniem makijażu, a maska do włosów? Świetna! Mimo pozornie małego opakowania jest bardzo wydajna, dwie aplikacje a produkt wciąż jest w saszetce. Przede wszystkim cudownie pachnie, a zapach utrzymuje się wciąż po użyciu. Nawilża włosy, pozostawia je gładkie i sprawia, że bez problemu się rozczesują. Zdecydowanie 10/10!
 


2. Cosnature – Przyznam, że nie znałam tej firmy wcześniej, ale naturalne kosmetyki bardzo mnie zaskoczyły. Małe próbki kremów dołączone do paczki sprawdzają się w podróży, mają przyjemną konsystencję, również są mega wydajne! Ta nieco większa saszetka to maska do twarzy, jeszcze nie używałam, ale czekam z niecierpliwością. Następnie – regenerująca maska do włosów z awokado i migdałami. To również jeden z moich ulubieńców. Wystarczy chwila, by włosy były gładkie, do tego ma cudowny zapach. Ciekawa jestem jak sprawdzi się przy dłuższym użytkowaniu, jak na razie duży plus. I wreszcie perełka – masło do ciała z masłem shea i tonką. Pachnie jak… babka cytrynowa. Obłęd, naprawdę wyjątkowy zapach. Konsystencją niczym nie odbiega od innych produktów. Super nawilża i jest bardzo przyjemne w użytkowaniu. 
 


3. Nivelazione – czyli produkty do pielęgnacji stóp. W pięknej paczuszce trzy produkty – odświeżacz, „dezodorant” do stóp i butów – nie korzystałam, ale może sprawdzić się podczas wyjazdów, kiedy cały dzień jesteśmy na nogach, spray nawilżający – jest super, ekspresowe nawilżenie po długim dniu w szpilkach i krem – kuracja, zobaczymy jak będzie się sprawdzał podczas testowania. Na razie także pozytywne zaskoczenie. 
 


4. Soraya – Oooo i tutaj jest pełen zachwyt. Dwa kremy – na dzień i na noc, zarówno jeden jak i drugi świetnie sprawdził się na mojej buzi. Krem na noc nie jest tłusty, fantastyczny do cery normalnej, a jak dodaje producent także do takiej ze skłonnością do przetłuszczania. Ślicznie pachnie, jest lekki, nie pozostawia nieprzyjemnej warstwy na twarzy. Ma również zaskakującą konsystencje, nie jak typowy krem, a bardziej „glinka”. Krem na dzień podobnie - jest świetną bazą pielęgnacyjną pod makijaż. Pięknie rozświetla cerę, zdecydowanie sprawdzi się u Was, jeśli Wasza skóra jest przemęczona i pozbawiona blasku. Co ważne, kremiki mają świetny design, opakowania są piękne i lekkie, uwielbiam tę formę „słoiczków”. Strzał w dziesiątkę!
Mamy tutaj również balsam do ciała – przyjemny, delikatny i bardzo lekki.
Ale uwaga uwaga, kolejne zaskoczenie – Body Make-up! Oszalałam na punkcie tego balsamu. Nie jest to typowy „samoopalacz”, a produkt, który wyrównuje kolory skóry, znikają wszelkie niedoskonałości, naczynka, przebarwienia. W dodatku ten efekt „skóry muśniętej słońcem”… szaleństwo! Pewnie większość z nas jeszcze nie miała okazji poopalać się i złapać trochę słońca, a temperatura powoli wzrasta i zaczynamy pokazywać nogi… dziewczyny, musicie go mieć! Jest to produkt, po który od razu pobiegnę do drogerii, kiedy się skończy. 
 


5. Bielenda – to już klasyk i chyba najbardziej czekałam właśnie na te kosmetyki. Nie zawiodłam się. Po użytkowaniu carbo-maski długo czaiłam się na inne produkty z tej serii. Tutaj mamy żel do twarzy – carbo detox, czyli oczyszczający żel węglowy. Mega przyjemny na co dzień. Stosuję rano i wieczorem po zmyciu makijażu, bardzo ładnie „ściąga” wszystko co na buzi pozostało, pozostawiając ją gładką. Jak inne produkty z tej serii – kolor może nie zachęcać, ale za to zapach jest super! Owocowy, jakby arbuzowy, mmm. Pięknie matuje cerę, już zauważyłam zwężające się pory. Jest super.
Kolejna jest esencja, także do oczyszczania buźki. Nie sprawdza się do demakijażu mocniejszego make-up, ale radzi sobie z pudrem i podkładem, jest delikatna, ładnie pachnie. Używam jej wieczorem do przemycia buzi po całym dniu. Bazę oraz krem BB opiszę w następnym poście poświęconym kolorówce.
 


6. Bandi – niestety, kosmetyków jeszcze nie używałam, ale na pewno po pierwszych testach dam Wam znać co i jak. A może Wy znacie i używałyście już tych kremów? Jeśli tak, zostawcie swoją opinię :)
 


7. Jordan – duży plus. Szczoteczki dla maluszka oczywiście nie używałam, ale na pewno się nie zmarnuje. Za to duża szczoteczka jest super. Na całe szczęście nie jest twarda, ma mega profil, genialny kolor. Dołączono do niej bardzo poręczne opakowanie. Jest świetna!
 


8. Tołpa – znana i lubiana przeze mnie marka. W zestawie mamy dwie chusteczki do demakijażu – jeszcze nie używałam, ale to bardzo poręczna forma, szczególnie podczas wyjazdów. Mamy także kurację dla buźki, czyli dwie maseczki. Każdej używałam po jeden raz i mimo małej saszetki są bardzo wydajne, na pewno uda mi się jeszcze z nich skorzystać. Skóra bardzo wydelikatniała i odświeżyła się już po jednym użyciu. Mamy tu także żel do mycia twarzy – fajny produkt, na razie tyle mogę o nim powiedzieć. 
9. Vianek – dla mnie zawsze strzał w dziesiątkę. Krem do rąk jest naprawdę przyjemny, próbki kremów i maseczek jeszcze nigdy mnie nie zawiodły. 
10. Biolaven – i naturalny szampon do włosów. Tutaj nie jestem zbytnio zadowolona. To zdecydowanie nie jest formuła dla mnie. Po pierwsze, trzeba nałożyć bardzo dużo produktu, by w ogóle zaczął się pienić, co przy moich długich włosach skutkuje bardzo niską wydajnością. Po drugie – konsystencja bardziej jak dla odżywki, niż szamponu. Nieprzyjemna. Po trzecie – zapach. Bardzo naturalny, coś jak ogórek, zioła. Nie, to zdecydowanie nie dla mnie. Wydaje mi się, że po jednym użyciu już wysuszył moje włosy. Może wrócę do testów, ale jak na razie nie przekonał mnie.
 


11. Alma K, Novaclear, Mama’s – przyznaję się, nie używałam. Alma K to krem do rąk, czeka na test. Novaclear – płyn micelarny do demakijażu.  Mama’s to kosmetyki dla kobiet w ciąży, więc na razie nas to nie dotyczy.

To tyle. Znacie te kosmetyki? Które z nich to Wasi ulubieńcy? Koniecznie podzielcie się swoimi spostrzeżeniami
w komentarzach. Buziak!

TeddyBear


środa, 17 maja 2017

Spring Vibes


Hej słoneczka! U nas humory już prawdziwie wiosenne. A co za tym idzie – stylizacje również. W ostatni słoneczny weekend postanowiłyśmy wybrać się do uroczego parku na warszawskim Ursynowie i wykorzystać piękną pogodę :) Świętujemy nie tylko nadejście upragnionej wiosny… TeddyandCrumb ma już rok! Aż ciężko uwierzyć jak to zleciało. Kiedy zaczynałyśmy w kwietniu ubiegłego roku nie spodziewałyśmy się takiego odbioru z Waszej strony.
O blogu myślałyśmy bardziej w kategorii zajawki i dobrej zabawy. Przerodziło się to w tysiące wyświetleń, komentarzy, wspaniałe kampanie i współprace a przede wszystkim – blogosferowe przyjaźnie.
Dziękujemy, że wciąż jesteście z nami! 


Obie zdecydowałyśmy się na klasykę, oczywiście jak zawsze w innym wydaniu. Ania ubrała swoje ukochane pastele, które idealnie oddają wiosenny klimat stylizacji. Przedłużona marynarka w odcieniu pudrowego różu to zdecydowanie hit tego sezonu. Do tego zwiewna koszulka na cienkich ramiączkach, jasne spodnie lub ulubione jeansy i koniecznie fikuśne sandałki na obcasie. Tak niewiele trzeba i #totallook gotowy.

Ja tym razem postawiłam na klasykę z lat 90, która w tym sezonie wróciła do łask – jeansowa spódniczka. Jeszcze do niedawna nie przyszłoby mi do głowy, żeby ponownie włożyć coś w tym stylu. A jednak! To zdecydowana królowa tej wiosny. W dodatku swój ulubiony krój dorwiecie praktycznie w każdej sieciówce. Od klasycznych, po asymetryczne, mega wytarte, z naszywkami, wzorzyste, krótkie i do samych kostek. Każda znajdzie coś dla siebie. Do tego delikatna, lawendowa bluzeczka z uroczymi wykończeniami na rękawach i kołnierzyku. Ulubiona torba w pastelowym odcieniu. Nie zapomnijcie o okularach przeciwsłonecznych. Dla mnie nowy trend na lekko wyciągnięte awiatorki z różową poświatą  i delikatnymi, metalicznymi oprawkami to totalny must have tej wiosny! 



 









 




 
 
 
A jakie są Wasze ukochane wiosenne stylizacje?

Koniecznie dajcie znać w komentarzach! :)

Ania:

Bluzka / Blouse – Bershka
Spodnie / Trousers – Stradivarius
Marynarka / Jacket – Zara
Torba / Bag - Mohito

Buty / Shoes - DeeZee
Kasia:

Bluzka / Blouse – H&M
Spódnica / Skirt – Stradivarius
Buty / Shoes – New Look
Torebka / Bag - Primark
Okulary / Sunglasses - Aliexpress
 Teddy Bear

niedziela, 26 marca 2017

Insta Baddie - czyli mini make-up tutorial

Witamy się z Wami wiosennie! Dziewczyny, niejednokrotnie prosiłyście nas o post makijażowy, w którym krok po kroku pokażemy jak wykonujemy swój make-up. Długo szukałyśmy inspiracji i myślałyśmy jak podjąć się tego zadania, ale wreszcie się udało! Nie będzie to makijaż dzienny, ponieważ postawiłyśmy na mocny akcent w makijażu oka, jednak każda z Was może go zmodyfikować jak tylko chce. Pokażemy Wam, jakich zazwyczaj używamy kosmetyków i które z nich to nasi ulubieńcy. Zaczynamy!  :)


No dobrze, mamy zupełnie naturalną buzię, bez żadnego makijażu, ale oczywiście nie zapominamy, że bardzo ważna jest wcześniejsza pielęgnacja. Niestety, bardzo wiele z nas pomija ten krok, tym samym popełnia bardzo duży błąd! W zależności od kondycji i rodzaju Waszej skóry, zawsze postarajcie się dokładnie oczyścić swoją twarz, a następnie koniecznie użyjcie kremu. U mnie podstawą w makijażu jest Ekspert Nawilżania od Loreal Paris do skóry normalnej i mieszanej. Ma bardzo delikatną konsystencję, z łatwością się rozprowadza, nie jest tłusty, a produkty nakładane na niego nie rolują się. Zdecydowanie odciąży Waszą skórę, a aplikacja podkładu będzie o wiele przyjemniejsza.

Następnym krokiem jest baza, która pomoże utrzymać makijaż w idealnym stanie przez kilka godzin, a nawet całą noc! Przyznam, że baza nie jest moim must have. Raczej stosuję ją przy bardziej wymagających makijażach, które ma ugruntować lub takich, które muszą przetrwać próbę czasu – sesje zdjęciowe, ważne wyjścia. Właśnie testujemy perełki od Bielendy. Przyznam, że uwielbiam ten produkt! Dla mnie idealna jest seria rozświetlająca, pięknie się nakłada, jest niesamowicie jedwabista, nie obciąża skóry twarzy. 


Tym razem Ania wcieliła się w rolę mojej wizażystki i muszę przyznać, że jest w tym naprawdę świetna! Zawsze zachwyca mnie swoimi własnymi makijażami, ale nie sądziłam, że i u mnie efekt będzie równie dobry, bo w tej kwestii zazwyczaj ufam tylko sobie. Ale nie zawiodłam się, wręcz przeciwnie, jestem zachwycona! Efekty będziecie mogły zobaczyć poniżej. 



Kiedy mamy już przygotowaną buźkę, możemy zaczynać makijaż. U mnie podstawą jest zazwyczaj Bourjois Helthy Mix w odcieniu 52 Vanilla. Szczerze, jest to mój ukochany podkład, dzięki swojej delikatnej konsystencji bardzo łatwo się rozprowadza, nie pozostawia smug ani plam, pięknie wyrównuje koloryt nie tworząc efektu maski. Co prawda ma średnie krycie, jednak jak dla mnie w zupełności wystarczające, by zachować naturalny efekt.

Następnie na cienie pod oczami nakładamy korektor, który moim zdaniem jest niezastąpiony dla nieskazitelnego efektu, pewnie większość z Was go zna, a mianowicie - Liquid Camouflage Concealer marki Catriceo numerku 010 - Porcellain. Klasyk i bestseller. Nie ma sobie równych jeśli chodzi o tuszowanie cieni pod oczami i zaczerwienień na skórze, a w dodatku pięknie rozświetla cerę. Co najważniejsze, nie zbiera się w załamaniach.  Świetnie sprawdza się również jako baza pod cienie, więc zawsze nakładam go na powieki, dobrze utrzymuje wszystkie nakładane produkty na miejscu.

Wszystko gruntujemy pudrem, w naszym przypadku jest to sypki puder mineralny z Bourjois o numerku 01 - Peach, dla utrwalenia makijażu, Bardzo ładnie matowi skórę, jednocześnie jej nie wysuszając. Jest też niesamowicie wydajny! To pudełeczko gości  już u mnie blisko rok.



Następnym krokiem są brwi. Do ich podkreślenia użyłyśmy pomady z Freedom Makeup w odcieniu Chocolate. By efekt utrzymywał się jak najdłużej, wystarczy delikatnie wystylizować je żelem z Golden Rose Longstay Brow Styling Gel.



Do makijażu oczu użyłyśmy tym razem tylko jednej palety, a mianowicie słynnej Modern Renaissance od Anastasia Beverly Hills. Jestem nią zachwycona! Nigdy nie miałam do czynienia z tak dobrze napigmentowanymi cieniami, tak głębokimi barwami i niesamowitą trwałością! Zdecydowałyśmy się na kolorki najbardziej na czasie, które z całą pewnością będą hitem tej wiosny. Na łuk brwiowy wylądował cudowny, naturalny beż Tempera, za to na załamaniu użyłyśmy delikatnego, ciepłego brązu Burnt Orange. Następnie zblendowałyśmy odcienie bordo i różu, (Rech Ochre, Venetian Red, Love Letter) nakładając stopniowo na całą powiekę. Wewnętrzny kącik rozświetliłyśmy cudownym Vermeer, a wzdłuż całej dolnej powieki zaaplikowałyśmy Pigment z Inglota (119), dla jeszcze większego efektu.

Makijaż oka wykończyłyśmy mocną kreską, używając eyelinera z Catrice Liquid Liner. Jest to nasze nowe odkrycie, do tej pory byłam wierna temu z Loreal, jednak nowa perełka skradła moje serce. Ma bardzo intensywną barwę, to naprawdę głęboka czerń. Przy aplikacji trzeba jednak uważać, może ona sprawić trudność osobom, które dopiero zaczynają z makijażem. Jednak nie zniechęcajcie się, efekt jest tego warty. Wytuszowałyśmy rzęsy i dodałyśmy sztuczne, a dokładnie Demi Wispies od Ardel by makijaż był spójny. 








Nie pozostało nam nic innego jak delikatne konturowanie. Na początek – transparentny puder ryżowy z MySecret, czyli kolejna nowość w naszej kosmetyczce. Następnie posłużyłyśmy się wielofunkcyjnym bestsellerem od marki Makeup Revolution – Ultra Countur, paletką zawierającą m.in trzy przepiękne odcienie brązerów. Do konturowania użyłyśmy tego o najchłodniejszym odcieniu, a dla spotęgowania efektu, na skronie dołożyłyśmy nieco cieplejszego koloru.  Do tego nieco różu z palety Sugar and Spice tej samej marki. Cały makijaż wykończył cudowny rozświetlasz Vivid Baked Highlighter w odcieniu Peach, również od MUR, nałożony na szczyty kości policzkowych oraz nos. To zdecydowanie mój ulubiony rozświetlasz, ma cudowny odcień i daje efekt przepięknej tafli.



Teraz wystarczy dobrać odpowiedni odcień pomadki, u mnie jest to ukochana Longstay Liquid Matte Lipstick - Matowa pomadka do ust w płynie - Golden Rose, w odcieniu 3, czyli pięknym, zgaszonym różu. Ma niesamowicie matowe wykończenie, jednocześnie nie wysusza ust i jest ultra trwała! Jej ogromną zaletą jest również mega wygodny w użyciu aplikator, który idealnie dozuje ilość wystarczającego produktu. Do tego użyłyśmy konturówki z Inglota Lipliner 501. Oczywiście pomadkę możecie wybierać dowolnie, pamiętajcie jedynie, aby nie przesadzić. Kiedy stawiacie na mocne oczy, usta powinny być lekko „zgaszone”, najlepiej w odcieniach nude, by cały makijaż nie wyglądał na przejaskrawiony.





Do makijażu użyłyśmy pędzli z serii Rose Gold od Zoevy. Całość traktujemy fixerem i gotowe! :) Koniecznie dajcie znać co myślicie o takim makijażu w komentarzu, czy podoba Wam się inspiracja Ani i najważniejsze – czy chcecie więcej takich postów? :) Dla nas była to świetna zabawa, więc kto wie, może w przyszłości zamienimy się rolami i wykombinujemy coś dla Was.


Miłego dnia!

Teddy Bear