niedziela, 15 października 2017

Wedding Details

Hej! Wiem, że długo mnie tutaj nie było… Co się zmieniło od mojej ostatniej publikacji? Mam nie jedną, a dwie błyskotki na palcu oraz złoto w sercu. Fajnie jest być żoną, polecam! Ale dziś chciałabym opowiedzieć Wam w kilku słowach/fotografiach o przygotowaniach do ślubu. To okres kiedy emocje sięgają zenitu, kiedy płaczesz, śmiejesz się i już sama nie wiesz dlaczego. Warto mieć od początku plan, wizję, ale też nieustannie szukać inspiracji. Nie odpuszczać, słuchać siebie i dążyć do perfekcji. Tym razem może to ja będę dla kogoś inspiracją… czy są tu  przyszłe Panny Młode?

PODWIĄZKA. Miłość od pierwszego wejrzenia. Biała, romantyczna, koronkowa. Dodatkową ozdobą jest błękitna kokardka oraz perełka Swarovskiego umieszczona w srebrnym koszyczku.



BUTY ŚLUBNE. Ostrzegam, nie jest łatwo znaleźć te wymarzone. Ja nie znalazłam, ale stworzyłam sama! Baza to klasyczne, nudziakowe szpilki z Aldo. Do tego oryginalna ozdoba – tiulowe pompony na klipsach. Efekt – buty jak cukierki. Na kolejnym zdjęciu cała gromada pantofelków – buty Kasi, sandałki na przebranie, balerinki na ostatnie tańce. Wszystkie okazały się potrzebne!


Projektant: How Do I Look? (klipsy do butów)
Projektant: Anelis Atelier (podwiązka)

https://madameallure.pl/


PERFUMY. To był prezent od mojego narzeczonego, który dostałam w dniu ślubu. Nie znałam tego zapachu, ale pokochałam od pierwszego psiknięcia. Lancome La Vie Est Belle L’Absolu to ekskluzywny zapach, którego celem jest natychmiastowy uśmiech na twarzy. Czaruje gruszką i czarną porzeczką. Serce zapachu to irys, jaśmin, róża i kwiat pomarańczy. Podstawą są kaszmir, czekoladka i wanilia. Cudowne, intensywne, trwałe, perfekcyjne!



BIŻUTERIA. Osobiście nie przepadam za dużą ilością błyskotek, stawiam zawsze na 1 element, dlatego zdecydowałam się jedynie na kolczyki. Co mogę o nich powiedzieć… kocham różowe złoto!


KOLEKCJA PINK RUSTIC, a w niej pudełko na obrączki, skrzynia na  kartki ślubne, księga gości oraz wieszaki. To moje ulubione ślubne dodatki, stworzyły niesamowity klimat. Pudrowy róż, zapach drewna, ręcznie malowane logo, dziękuję kochana Jagodzianko! (ART ROOM Jagodzianka).




ATMOSFERA. Najważniejsza! W tym najważniejszym dniu nie należy się stresować. Obowiązkiem jest uśmiech od ucha do ucha. Pij dużo wody. Nie lubisz? Dodaj cytrynę, pomarańczę, lionkę i mięte, polubisz!


NIEZBĘDNIK. Powinna o nim pomyśleć każda Panna Młoda. Musisz myśleć nie tylko o sobie, ale też o Twoich kobietkach na przyjęciu. Co w środku? Po prostu zestaw ratunkowy!


PREZENCIK DLA GOŚCI. Nasze pudełeczko skrywa francuskiego makaronika, który jest tak pyszny, że wywołuje euforię i pozostawia uczucie niedosytu!


PAZURKI. Na zdjęciach moje i Kasi. Muszą być takie jak lubisz. Nie jestem fanką klasycznych, ślubnych, białych wzorków. Moje pazurki były delikatne i pełne blasku. 




KOMFORT. Zadbaj o swój własny komfort wskakując w wygodny szlafrok i kapcie. Te różowe futrzaki pochodzą z Deezee. Szlafrok to prezent od przyjaciółek, miałam bombowy wieczór panieński i najlepszy prezent!

http://feelcomfy.pl/


Little Crumb

wtorek, 26 września 2017

Sunny Beach, czyli nasza wrześniowa "randka"


Tak, wiemy, dawno nas tu nie było. Przebrnęłyśmy przez bardzo intensywny okres w naszym życiu, wszystko skumulowało się akurat na czas wakacji. Moje zakończenie roku akademickiego, nawałnica pracy, niezapomniany wieczór panieński i przede wszystkim intensywne przygotowania do ślubu oraz wesela Ani. Praktycznie nie odczułyśmy wakacyjnej laby.
Dopiero w połowie września znalazł się czas na odpoczynek i relaks. Co prawda krótki, bo za chwilę znów muszę wracać do akademickiej rutyny, jednak warto było oderwać się wraz z ukochanym chociaż na te kilka słonecznych dni.



Na cel swojej wrześniowej podróży obraliśmy klimatyczny zakątek Bułgarii, kurort Słoneczny Brzeg, nieco dalej od imprezowej i mega głośnej części wybrzeża. Z całą pewnością można było stwierdzić, że sezon w tej części Burgas już się zakończył,
co w ogóle nam nie przeszkadzało. Ani razu nie mieliśmy problemu ze znalezieniem stolika w restauracji. W każdym miejscu obsługa była sprawna i komunikatywna. Brak jakichkolwiek kolejek. Wieczorami cisza, więc mogliśmy cieszyć się urlopem
z butelką pysznego owocowego wina na naszym balkonie lub nieopodal na spokojnej plaży, jedynie przy dźwiękach szumu fal. Ceny nieco wyższe niż w pozostałych kurortach w Bułgarii, a i grupa docelowa wśród turystów zgoła inna – dominują tu ludzie w średnim wieku, raczej rodziny z dziećmi. Jako, że nasz urlop przypadł na połowę września kluby były raczej puste. Pomimo wyższych cen praktycznie w każdej knajpie mogliśmy liczyć na „happy hour – 2 drinki w cenie 1” lub darmowe piwo do obiadu.



Podczas swojej podróży odwiedziliśmy Nessebar – Znajduje się on  na światowej liście dziedzictwa kultury UNESCO.
Z naszego Słonecznego Brzegu do Nessebaru pojechaliśmy „ciuchcią” turystyczną, można dojechać tam również autobusem lub wybrać się na dłuższy spacer wzdłuż wybrzeża. My polecamy jednak kolejkę turystyczną, jest to świetna forma atrakcji. Poruszaliśmy się nią praktycznie wszędzie, do centrum miasta czy promenadę.







Nessebar nas zachwycił! Wszędzie wąskie, klimatyczne uliczki z kramikami, gdzie możemy kupić cudowne pamiątki hand-made. Pełno kamiennych, zapomnianych schodków, drewniane domy umieszczone na kamiennych podmurówkach oraz łączące się zapachy olejku różanego i świeżych, dojrzałych fig wiszących nad ulicami z gałęzi figowców. To zdecydowanie idealne miejsce na randkę. Jest pełne nie tylko kościołów, cerkwi, ale również klimatycznych knajpek i restauracji. My wybraliśmy miejsce z cudownym widokiem  na wybrzeże z przepysznymi owocami morza i niesamowitym winem.












Mimo dość późnego terminu pogoda nam dopisała. Temperatury sięgały 30 stopni, woda również ciepła i co najważniejsze - czysta. Plaża w Słonecznym Brzegu jest piaszczysta, możemy wypożyczyć leżaki jak również napić się drinka – jest tu wiele „plażowych” knajpek. Jeśli nie jesteście typem lenia plażowego znajdzie się również coś dla Was. Można skorzystać z lotów paralotnią oraz różnych wodnych atrakcji.









A Wy jak spędziliście swoje wakacje 2k17?
Podzielcie się swoimi wspomnieniami w komentarzach!

Teddy Bear



środa, 14 czerwca 2017

Prezenty z Meet Beauty - pielęgnacyjna rozkosz!

Meet Beauty Conferance było zdecydowanie najlepszym wydarzeniem tej wiosny! Chyba każda z nas z niecierpliwością wyczekiwała na zaproszenie… My w tym roku wspólnie po raz pierwszy miałyśmy okazję uczestniczyć w tym cudownym przedsięwzięciu. Za nami niezapomniane warsztaty Golden Rose, Eylure, Gosh i NeoNail, stoiska najbardziej znanych firm kosmetycznych i fryzjerskich, a przede wszystkim – wspaniały klimat! Do dziś jesteśmy podekscytowane faktem, że mogłyśmy Was poznać, porozmawiać, nauczyć się czegoś nowego i… rozpocząć akcję testowania!

Dopiero niedawno udało nam się rozpakować wszystkie torby i choć raz wypróbować nowe kosmetyki, tak żeby napisać Wam ich mini recenzje.
Poniżej prezentacja perełek, które przywiozłyśmy z Meet Beauty. Na pierwszy ogień idą kosmetyki do pielęgnacji. Jeśli jesteście ciekawe czy warto po nie sięgnąć, gdy ujrzycie je na drogeryjnej półce – zapraszamy! :)



1. Palmer’s – zdecydowani ulubieńcy! W zestawie cudowny balsam kokosowy, który pachnie nieziemsko, maska do włosów i pomadka do pielęgnacji ust. Kremowy balsam sprawdza się świetnie, szybko się wchłania, pozostawia skórę nawilżoną i cudownie pachnącą. To dla mnie kosmetyk numer jeden wśród wszystkich prezentów z Meet Beauty. Pomadka jest świetna do zadbania o usta przed wykonaniem makijażu, a maska do włosów? Świetna! Mimo pozornie małego opakowania jest bardzo wydajna, dwie aplikacje a produkt wciąż jest w saszetce. Przede wszystkim cudownie pachnie, a zapach utrzymuje się wciąż po użyciu. Nawilża włosy, pozostawia je gładkie i sprawia, że bez problemu się rozczesują. Zdecydowanie 10/10!
 


2. Cosnature – Przyznam, że nie znałam tej firmy wcześniej, ale naturalne kosmetyki bardzo mnie zaskoczyły. Małe próbki kremów dołączone do paczki sprawdzają się w podróży, mają przyjemną konsystencję, również są mega wydajne! Ta nieco większa saszetka to maska do twarzy, jeszcze nie używałam, ale czekam z niecierpliwością. Następnie – regenerująca maska do włosów z awokado i migdałami. To również jeden z moich ulubieńców. Wystarczy chwila, by włosy były gładkie, do tego ma cudowny zapach. Ciekawa jestem jak sprawdzi się przy dłuższym użytkowaniu, jak na razie duży plus. I wreszcie perełka – masło do ciała z masłem shea i tonką. Pachnie jak… babka cytrynowa. Obłęd, naprawdę wyjątkowy zapach. Konsystencją niczym nie odbiega od innych produktów. Super nawilża i jest bardzo przyjemne w użytkowaniu. 
 


3. Nivelazione – czyli produkty do pielęgnacji stóp. W pięknej paczuszce trzy produkty – odświeżacz, „dezodorant” do stóp i butów – nie korzystałam, ale może sprawdzić się podczas wyjazdów, kiedy cały dzień jesteśmy na nogach, spray nawilżający – jest super, ekspresowe nawilżenie po długim dniu w szpilkach i krem – kuracja, zobaczymy jak będzie się sprawdzał podczas testowania. Na razie także pozytywne zaskoczenie. 
 


4. Soraya – Oooo i tutaj jest pełen zachwyt. Dwa kremy – na dzień i na noc, zarówno jeden jak i drugi świetnie sprawdził się na mojej buzi. Krem na noc nie jest tłusty, fantastyczny do cery normalnej, a jak dodaje producent także do takiej ze skłonnością do przetłuszczania. Ślicznie pachnie, jest lekki, nie pozostawia nieprzyjemnej warstwy na twarzy. Ma również zaskakującą konsystencje, nie jak typowy krem, a bardziej „glinka”. Krem na dzień podobnie - jest świetną bazą pielęgnacyjną pod makijaż. Pięknie rozświetla cerę, zdecydowanie sprawdzi się u Was, jeśli Wasza skóra jest przemęczona i pozbawiona blasku. Co ważne, kremiki mają świetny design, opakowania są piękne i lekkie, uwielbiam tę formę „słoiczków”. Strzał w dziesiątkę!
Mamy tutaj również balsam do ciała – przyjemny, delikatny i bardzo lekki.
Ale uwaga uwaga, kolejne zaskoczenie – Body Make-up! Oszalałam na punkcie tego balsamu. Nie jest to typowy „samoopalacz”, a produkt, który wyrównuje kolory skóry, znikają wszelkie niedoskonałości, naczynka, przebarwienia. W dodatku ten efekt „skóry muśniętej słońcem”… szaleństwo! Pewnie większość z nas jeszcze nie miała okazji poopalać się i złapać trochę słońca, a temperatura powoli wzrasta i zaczynamy pokazywać nogi… dziewczyny, musicie go mieć! Jest to produkt, po który od razu pobiegnę do drogerii, kiedy się skończy. 
 


5. Bielenda – to już klasyk i chyba najbardziej czekałam właśnie na te kosmetyki. Nie zawiodłam się. Po użytkowaniu carbo-maski długo czaiłam się na inne produkty z tej serii. Tutaj mamy żel do twarzy – carbo detox, czyli oczyszczający żel węglowy. Mega przyjemny na co dzień. Stosuję rano i wieczorem po zmyciu makijażu, bardzo ładnie „ściąga” wszystko co na buzi pozostało, pozostawiając ją gładką. Jak inne produkty z tej serii – kolor może nie zachęcać, ale za to zapach jest super! Owocowy, jakby arbuzowy, mmm. Pięknie matuje cerę, już zauważyłam zwężające się pory. Jest super.
Kolejna jest esencja, także do oczyszczania buźki. Nie sprawdza się do demakijażu mocniejszego make-up, ale radzi sobie z pudrem i podkładem, jest delikatna, ładnie pachnie. Używam jej wieczorem do przemycia buzi po całym dniu. Bazę oraz krem BB opiszę w następnym poście poświęconym kolorówce.
 


6. Bandi – niestety, kosmetyków jeszcze nie używałam, ale na pewno po pierwszych testach dam Wam znać co i jak. A może Wy znacie i używałyście już tych kremów? Jeśli tak, zostawcie swoją opinię :)
 


7. Jordan – duży plus. Szczoteczki dla maluszka oczywiście nie używałam, ale na pewno się nie zmarnuje. Za to duża szczoteczka jest super. Na całe szczęście nie jest twarda, ma mega profil, genialny kolor. Dołączono do niej bardzo poręczne opakowanie. Jest świetna!
 


8. Tołpa – znana i lubiana przeze mnie marka. W zestawie mamy dwie chusteczki do demakijażu – jeszcze nie używałam, ale to bardzo poręczna forma, szczególnie podczas wyjazdów. Mamy także kurację dla buźki, czyli dwie maseczki. Każdej używałam po jeden raz i mimo małej saszetki są bardzo wydajne, na pewno uda mi się jeszcze z nich skorzystać. Skóra bardzo wydelikatniała i odświeżyła się już po jednym użyciu. Mamy tu także żel do mycia twarzy – fajny produkt, na razie tyle mogę o nim powiedzieć. 
9. Vianek – dla mnie zawsze strzał w dziesiątkę. Krem do rąk jest naprawdę przyjemny, próbki kremów i maseczek jeszcze nigdy mnie nie zawiodły. 
10. Biolaven – i naturalny szampon do włosów. Tutaj nie jestem zbytnio zadowolona. To zdecydowanie nie jest formuła dla mnie. Po pierwsze, trzeba nałożyć bardzo dużo produktu, by w ogóle zaczął się pienić, co przy moich długich włosach skutkuje bardzo niską wydajnością. Po drugie – konsystencja bardziej jak dla odżywki, niż szamponu. Nieprzyjemna. Po trzecie – zapach. Bardzo naturalny, coś jak ogórek, zioła. Nie, to zdecydowanie nie dla mnie. Wydaje mi się, że po jednym użyciu już wysuszył moje włosy. Może wrócę do testów, ale jak na razie nie przekonał mnie.
 


11. Alma K, Novaclear, Mama’s – przyznaję się, nie używałam. Alma K to krem do rąk, czeka na test. Novaclear – płyn micelarny do demakijażu.  Mama’s to kosmetyki dla kobiet w ciąży, więc na razie nas to nie dotyczy.

To tyle. Znacie te kosmetyki? Które z nich to Wasi ulubieńcy? Koniecznie podzielcie się swoimi spostrzeżeniami
w komentarzach. Buziak!

TeddyBear